Podróże z plecakiem przez dziką Papuę-Nową Gwineę

Papua Nowa Gwinea rzuca podróżnikowi wiele wyzwań. Nie jest to kraj na odbycie pierwszej dalekiej podróży za granicę. Niedostępna informacja turystyczna, niestabilna sytuacja polityczna i korupcja – wszystko to wróży wjazd do nieodgadnionego państwa. To właśnie dlatego zdecydowałam się na moją podróż. W kraju, w którym praktycznie nic nie jest zaaranżowane dla turysty, każde doświadczenie jest autentyczne. Poznanie uderzająco pięknej natury i obcowanie ze złożoną mieszanką kulturowo-etniczną było celem mojego wyjazdu do Papui-Nowej Gwinei.
         Nowa Gwinea, leżąca na północ od Australii, dzieli się na dwa kraje. Zachodnią część wyspy zajmuje Papua, należąca do Indonezji, a wschodnia to osobny niepodległy kraj – Papua-Nowa Gwinea. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że w tym sześciomilionowym państwie mówi się ponad ośmiuset językami. I nie są to bynajmniej dialekty. Pod względem lingwistycznym kraj ten jest najbardziej różnorodny, ponieważ tu właśnie mówi się 12% wszystkich lokalnych języków świata. Niestety, co roku wymiera kilka z nich, a w wielu wioskach tubylcze języki znają tylko najstarsi. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że oficjalnym językiem jest łamany angielski – pidgin. Jego podobieństwo do języka angielskiego sprawiło, że już po kilku dniach pobytu na wyspie mogłam przeprowadzić krótką rozmowę z tubylcami, zyskując ich sympatię. Niestety, nie we wszystkim… Zdobycie zaufania dzieci nie zawsze jest prostym zadaniem. Podczas moich podróży doprowadziłam niejedno dziecko do płaczu, szczególnie jednak w Papui-Nowej Gwinei, gdzie w wielu miejscach szokuje widok podróżnika z Europy. Biała skóra, zielone oczy i krótkie brązowe włosy – coś tu jest nie tak. Taki widok był zaskoczeniem dla niejednego malucha, który wielkimi, czarnymi, zapłakanymi oczami spoglądał na mnie zza spódnicy matki.
         W Papui nigdy nie byłam sama. Zawsze ktoś był przy mnie, obserwując każdy mój ruch. Niejednokrotnie wiązało się to również z moim bezpieczeństwem. Papuasi nie opuszczają swoich gości ani na krok, gdyż wiedzą, że w dużych miastach samotnie podróżująca kobieta może być narażona na ryzyko. Większość czasu w spędziłam na obszarach nad rzeką Sepik, która ma długość 1126 km. Zafascynowały mnie tamtejsza kultura, prostota życia, niecodzienne obrzędy, nietknięta przez cywilizację natura i najpiękniejsze wyroby artystyczne w Papui-Nowej Gwinei. Jedynym sposobem poruszania się w tym rejonie są długie łodzie, zwane kanu. W malowniczych wioseczkach króluje haus tambaran,czyli dom duchów, w którym odbywa się bolesny rytuał inicjacji – przeobrażenia chłopca w mężczyznę. Rozbrzmiewają rytualne bębny i śpiewy zagłuszające krzyk młodzieńców, którym ostrym narzędziem nacina się na całych plecach i torsie charakterystyczny wzór krokodyla. Kobiety w zasadzie nie mają wstępu do domu duchów, chociaż w niektórych wioskach młode dziewczęta przechodzą ten sam obrzęd. Na rany nakłada się olejek z żywicy drzewa, zwany tigaso, oraz błoto, po czym siada się przy ogniu. Dym powoduje małą infekcję ran, które nabrzmiewając, tworzą wypukłą skórę, podobną do krokodylowej.
         Nad Sepikiem wszystko obraca się wokół tych groźnych gadów. Krokodyle postrzega się jako przodków rdzennych mieszkańców stanu Sepik, jako symbol siły i władzy. W rzece żyje wiele krokodyli. Tamtejsi mieszkańcy łapią je w sieć, a następnie przyrządzają z nich obiad bądź je sprzedają. Przed wieloma drewnianymi chatami są zbudowane małe zagrody, gdzie hoduje się krokodyle. Cennik wisi na każdej z nich, zachęcając do kupna. Czym krokodyl dłuższy, tym droższy. Cena skóry dwumetrowego, ważącego 35 kilogramów, liczącego 10 lat gada to wydatek 400 kin, czyli około 500 złotych. Jednak nadal króluje tu handel wymienny. Ludzie znad Sepiku wymieniają z miastowymi krokodyle na wołowinę lub na owoce niedostępne w tym rejonie, a także na nasiona palmy areki, z których wyrabia się betel. Krokodyl to nie jedyny produkt wymienny – są nim również żółwie rzeczne czy przepiękne wyroby z drewna, tu sprzedawane za grosze, a za granicą kupowane za duże pieniądze.
         Na samym początku mojego pobytu widok ceglastoczerwonych plam na ziemi i „krwistych” uśmiechów Papuasów wzbudzał we mnie strach. Wszystko to za sprawą narodowej używki w Papui-Nowej Gwinei – betelu. Ciągłe jego żucie barwi zęby, usta i język na intensywnie czerwony kolor. Każdy tubylec twierdzi, że betel odświeża, ma właściwości relaksacyjne oraz łagodzi uczucie głodu. Niestety, mało kto mówi o tym, że ta papuaska guma do żucia powoduje raka jamy ustnej albo utratę zębów. Zresztą o higienie niewielu tu słyszało. Z powodu braku łazienki kąpałam się tam przed domem, w błotnistej wodzie Sepiku. Ten wyczyn kazał mi wątpić, czy aby na pewno wyjdę z tej rzeki czystsza czy brudniejsza niż przed wejściem. Myśl o tym, że w zagrodzie obok są hodowane krokodyle, a inny wygłodniały gad, żyjący na wolności, może się rzucić na mnie w każdej chwili, natychmiast powodowała u mnie podniesienie się poziomu adrenaliny. Dlatego też moje kąpiele w Sepiku nie trwały zbyt długo.
         Udało mi się również dotrzeć na rajską wyspę Mushu. Tam spędziłam Wielkanoc u tubylców. Brak elektryczności czy bieżącej wody nie był dla mnie specjalnym zaskoczeniem – bardziej zafascynowało mnie to, że na wyspie prawie w ogóle nie używa się pieniędzy. Na Mushu, gdzie mieszka około ośmiuset osób, nie ma ani jednego sklepu. Mieszkańcy mają tu wszystko, czego potrzebują do życia: ryby w morzu, owoce i warzywa w dżungli, drewno na budowę domów w lesie. Dopiero niedawne otwarcie szkoły dla dzieci spowodowało, że pieniądze zaczęły być niezbędne. Nauka kosztuje i każdy rodzic stara się posyłać swoje dziecko do szkoły. Niestety, do pierwszej klasy idą dzieci nawet trzynastoletnie, a te pochodzące z biedniejszych i z liczniejszych rodzin nigdy nie trafią do szkół.
         Papua-Nowa Gwinea zmienia się z roku na rok, z miesiąca na miesiąc. Zachodnia cywilizacja nieubłaganie wdziera się w ten świat. Część tradycji powoli odchodzi w zapomnienie i zanika wiele kultur i języków, które trwały nieprzerwanie, praktycznie nie zmieniając się od pokoleń. Być może za kilka lat będzie już za późno, by uchwycić ten świat obiektywem aparatu fotograficznego – mnie się to jeszcze udało...

AKTUALNOŚCI

WYPRAWA DLA PRZYJACIÓŁ BIURA - WYSPY SOŁOWIECKIE

04.05.2017 ZOBACZ

Jacek Torbicz w TV Kraków o Wielkanocnych podróżach

15.04.2017 ZOBACZ

WYPRAWA SUDAN, ERYTREA - TYLKO DLA PRZYJACIÓŁ BIURA

22.03.2017 ZOBACZ

KILIMANDŻARO PO RAZ KOLEJNY ZDOBYTE!

25.01.2017 ZOBACZ

Prestige Tours z nagrodą Małopolski Dąb!

22.12.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Związek... ZOBACZ

KILIMANDŻARO ZDOBYTE !!!

07.11.2016 ZOBACZ

NOWA GWARANCJA UBEZPIECZENIOWA NA 2016/2017 ROK

07.11.2016 ZOBACZ

Róża Kolumba za najlepszy katalog premium "Najciekawsze Miejsca Świata 2016/17"

29.04.2016 ZOBACZ

WYRÓŻNIENIE "ODYS 2015"

12.01.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Krakowską... ZOBACZ

PRESTIGE TOURS TOUROPERATOREM ROKU 2015

28.10.2015

Jest nam niezmiernie miło poinformować Państwa, iż nasze biuro... ZOBACZ