Tonące wyspy

Dopiero pod koniec ubiegłego wieku wiadomość o małym, niepodległym od 1978 r., wyspiarskim państewku Tuvalu zdołała przebić się w światowych mediach. Świat dowiedział się wtedy, że te bliżej nieznane wyspy na południowym Pacyfiku mogą niebawem zniknąć z powierzchni naszego globu za sprawą podnoszenia się poziomu mórz. Maksymalne wyniesienie terenu na tym archipelagu wynosi 4 m n.p.m., co nie pozostawia złudzeń co do nieuchronności potopu. Okazało się jednak, że postęp zatapiania wysp nie jest zjawiskiem aż tak gwałtownym, dlatego też świat zapomniał o Tuvalu, przynajmniej na jakiś czas.
         Tuvalu to w geografii fizycznej archipelag wysp Ellice (zwanych po polsku Wyspami Lagunowymi), zamieszkany przez około 10 000 mieszkańców, głównie pochodzenia polinezyjskiego. Cała powierzchnia lądowa tego archipelagu, leżącego pomiędzy Fidżi a Kiribati, wynosi zaledwie 25,6 km2. Nie jest więc przesadą stwierdzenie, że Tuvalu składa się głównie z wody morskiej. Stolicą kraju jest wioska Vaiaku, położona na wyspie Funafuti, w atolu o tej samej nazwie. Dotarcie na Tuvalu to trochę kłopotliwe, ale przede wszystkim kosztowne przedsięwzięcie. Na Funafuti jest lotnisko, jednak łączność ze światem zapewnia jeden turbośmigłowy samolot, który dwa razy w tygodniu przylatuje tutaj z Fidżi. Przy odrobinie szczęścia lokalna linia lotnicza Air Fiji może sprzedać nam promocyjny bilet za 770 USD, co za ten niewielki odcinek wydaje się opłatą absurdalną. Normalna cena za taki przelot jeszcze bardziej przeraża, wynosi bowiem aż 1000 USD.
         Po niespełna dwóch godzinach lotu powolnym samolotem zataczamy kółko nad atolem Funafuti. Pilot musi sprawdzić, w którą stronę powiewa rękaw. Na lotnisku w Funafuti nie ma wieży kontroli lotów. W ogóle to lotnisko jest specyficzne. Betonowy pas startowy znajduje się w najszerszej części głównej wyspy atolu. Praktycznie wokół tego lotniska skupia się życie stolicy kraju. Terminal i jego najbliższe otoczenie to polityczne, administracyjne i gospodarcze serce kraju, nie mówiąc już o kulturze i rozrywce. Otóż do baraku terminalu przylega kryta dachem przestrzeń – miejsce, w którym odbywają się nie tylko ważne uroczystości, ale przede wszystkim sesje parlamentu. Gdy po wyjściu z terminalu lotniczego przejdziemy na drugą stronę ulicy, od razu trafimy do budynku rządowego. Na parterze tego gmachu, w urzędzie pocztowym, możemy zaopatrzyć się w znaczki z tego egzotycznego kraju, cenione przez filatelistów na całym świecie. Można też wejść na piętro, bo cóż szkodzi takiej efemerydzie jak turysta na Tuvalu przywitać się z panem premierem. Jeśli dodamy do tego, że siedziba rządu i parlamentu sąsiaduje bezpośrednio z największym w kraju supermarketem, mającym gabaryty mikromarketu, a także z jedynym hotelem, to każdy przybysz uzna Tuvalu za najbardziej funkcjonalne państwo na świecie.
         Lotnisko na Funafuti nie jest ogrodzone. W końcu najrzadszym na nim obiektem jest samolot. Pod wieczór, kiedy temperatura powietrza robi się przyjemniejsza, płyta lotniska staje się miejscem zabaw dzieci oraz organizowania rodzinnych pikników. Dla młodzieży męskiej to wymarzone boisko sportowe – no i jakie ma rozmiary! Jednak po zmroku lepiej tam się nie przechadzać, jeśli nie chcemy natknąć się na szalejących bez świateł rowerzystów, którzy stanowią szczególne zagrożenie dla obserwatorów gwieździstego nieba wylegujących się na pasie startowym. Po jego jednej stronie rozłożyły się eleganckie jak na skromne warunki państwa rezydencje – moje ulubione miejsce wieczornych spacerów. Zawsze pozdrawiał mnie właściciel jednej z posesji. Gdzież znajdziemy taki kraj, w którym nie dość, że swobodnie możemy się przechadzać po pasie lotniska i nikt nas nie zatrzyma, to jeszcze pomacha do nas ręką, wykonując gest powitania, gubernator generalny?
         Gubernator to najważniejsza osoba w kraju, reprezentująca władcę. Tuvalu jest monarchią konstytucyjną, suwerennym państwem, które łączy ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej unia personalna w osobie królowej Elżbiety II. Jest to rozwiązanie polityczne podobne do tego, jakie zastosowano chociażby w Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie.
         W przeciwległym do wspomnianych rezydencji zakątku lotniska znajduje się pub. Skromny barak, ale z zimnym australijskim piwem. Pub ma jednak pewną niedogodność: zbyt blisko niego są zagrody specjalizujące się w hodowli świń. Bez wieprzowiny trudno jest żyć Polinezyjczykom, wolą ją od ryb. Wiatr jednak płata figle i piwosze w pubie zamiast przyjemnej morskiej bryzy muszą czasem delektować się zapachem gnojówki…
         W niektórych miejscach atolu wyspy są tak wąskie, że większość powierzchni lądowej zajmuje szosa. Można by ją nazwać szosą na środku oceanu. Z Funafuti na niektóre mniejsze sąsiednie wyspy można dostać się podczas odpływu suchą stopą, idąc po koralowym podłożu. Gdy nadejdzie przypływ – a dzieje się to bardzo szybko – możemy na wiele godzin zostać odcięci od świata. Podobnie jak w wielu innych krajach w Polinezji, także na Tuvalu kult zmarłych rozwinął się do tego stopnia, że każdy woli grzebać członków swojej rodziny koło swego domu. Nad grobami buduje się solidne zadaszenia, czasem solidniejsze niż dachy domów. Ochrona zmarłych przed deszczem to swoisty wyraz szacunku dla duchów przodków.
         W pozornie monotonnym życiu Tuvalu, regulowanym przypływami i odpływami, a także we flegmatycznym sposobie bycia jego mieszkańców możemy, o dziwo, dostrzec wielką różnorodność. Widać ją już w samym morzu. Od strony laguny atolu mamy piaszczyste plaże i bardzo spokojne wody, zachęcające do beztroskich kąpieli. Zewnętrze wybrzeża są oblewane znacznie mniej spokojnymi wodami otwartego Pacyfiku – tam rozbijają się o kamienisty brzeg silne fale i dość mocny wiatr przynosi ukojenie od upału.
         Cztery tysiące mieszkańców atolu Funafuti najbardziej różni się przynależnością wyznaniową, choć nie stanowi to powodu jakiegokolwiek zakłócenia panującej atmosfery harmonii. Nawet mieszkańcy stolicy – Vaiaku, liczącej zaledwie 800 dusz, podzielili się na dziewięć wspólnot wyznaniowych. W tym religijnym pluralizmie nie zabrakło też Kościoła katolickiego. Tutejszą parafią Teone kieruje od zarania jej powstania ojciec Camille Desrosiers, Kanadyjczyk z Quebecu – w jednej osobie ksiądz proboszcz, biskup i gosposia. Ten jedyny misjonarz katolicki w państwie Tuvalu zawsze przed w niedzielę  jeździ z jednego końca Funafuti na drugi i kierując należącym do kościoła mikrobusem, zwozi swoich wiernych na mszę. Gdy już tego dokona, włącza w kościele klimatyzatory. Zawsze podkreśla, że na Tuvalu tylko w kościele katolickim działa klimatyzacja. Po mszy ojciec Camille rozwozi swoich wiernych parafian do ich domostw.
         Najbardziej zaskoczony byłem w dniu mojego odlotu. Pożegnawszy się z rodziną piekarza, u której wynajmowałem pokój (z zapachem świeżego chleba i garścią komarów), podreptałem kilka kroków na lotnisko. Tam odprawiono mój bagaż, ba, nawet oficer imigracyjny podstemplował już mój paszport pieczątką sugerującą definitywne rozstanie się z Tuvalu. Nagle okazało się, że godzina dotarcia samolotu na to odludzie Pacyfiku jest bliżej nieznana. Tak samo szybko jak rozeszła się ta wieść, pojawił się ojciec Camille i oznajmił mi, urzędnikowi imigracyjnemu, tudzież personelowi Air Fiji, że zabiera mnie na śniadanie. Tak formalnie opuściwszy Tuvalu – jeśliby spojrzeć w paszport – pojechałem z ojcem Camillem na plebanię, dwa kilometry od lotniska. Podczas gdy ksiądz biskup smażył mi jajecznicę, oglądałem fotografie dokumentujące jego kilka wizyt w Watykanie i osobiste rozmowy z Janem Pawłem II. Miłą pogawędkę przerwał nam dzwonek telefonu komórkowego księdza biskupa. Siedząc tuż obok ojca Camille’a usłyszałem: „Ekscelencjo, proszę przywieźć gościa prosto pod stopnie samolotu”. Chwilę później, delektując się soczkiem pomarańczowym w fidżyjskim samolocie, pozostało mi już tylko z nutą tęsknoty powspominać archipelag, od którego coraz bardziej się oddalałem.
         Bliskie spotkania z premierem, gubernatorem i biskupem to za wiele jak na wizytę turysty w jakimś kraju. Jeszcze to odstawienie pod stopnie samolotu. Po tej podróży jestem przekonany, że te wyspy, będące ostoją swoistej normalności, nie mogą zatonąć.

AKTUALNOŚCI

WYPRAWA DLA PRZYJACIÓŁ BIURA - WYSPY SOŁOWIECKIE

13.06.2017 ZOBACZ

WYPRAWA SUDAN, ERYTREA - TYLKO DLA PRZYJACIÓŁ BIURA

13.06.2017 ZOBACZ

KILIMANDŻARO PO RAZ KOLEJNY ZDOBYTE!

25.01.2017 ZOBACZ

Prestige Tours z nagrodą Małopolski Dąb!

22.12.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Związek... ZOBACZ

KILIMANDŻARO ZDOBYTE !!!

07.11.2016 ZOBACZ

NOWA GWARANCJA UBEZPIECZENIOWA NA 2016/2017 ROK

07.11.2016 ZOBACZ

Róża Kolumba za najlepszy katalog premium "Najciekawsze Miejsca Świata 2016/17"

29.04.2016 ZOBACZ

WYRÓŻNIENIE "ODYS 2015"

12.01.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Krakowską... ZOBACZ

PRESTIGE TOURS TOUROPERATOREM ROKU 2015

28.10.2015

Jest nam niezmiernie miło poinformować Państwa, iż nasze biuro... ZOBACZ